czwartek, 29 września 2016

Koniec i Początek...

Niestety muszę wreszcie ogłosić zamknięcie Watahy Czarnej Perły z powodu nieaktywności. Jest to smutna wiadomość, ale mam jeszcze jedną, weselszą. Tak naprawdę blog nie był nieaktywny przez znowu tak długi czas jak się innym wydaje. Dlaczego o tym mówię? Ponieważ została utworzona jego najnowsza wersja!
Oto nowe oblicze Watahy Czarnej Perły: Wilczych Plemion!!!


Liczymy że ta wersja spodoba wam się tak samo jak nasze stare WCP, a może nawet trochę bardziej :)
Serdecznie zapraszamy nowych członków jak i naszych drogich starych bywalców!
♥♥♥
Zapraszamy!

~ Administracja

poniedziałek, 5 września 2016

Od Reiko do Hikaru

Ze strachem w oczach rozglądałam się na wszystkie boki, czy gdzieś nie czai się ten stwór z piekieł. W głowie mi szumiało, ale co się dziwić. Nieźle oberwałam w łeb i prawie się nie udusiłam z braku powietrza podczas tego wiru. Na domiar złego utknęłyśmy gdzieś na jakimś zadupiu wśród drzew i krzewów, bez możliwości powrotu a nasz prześladowca dobrze o tym wiedział. Czaił się i obserwował każdy nasz ruch. Nie wykluczone, że zna ten teren o wiele bardziej niż kolor swojego futra, a co gorsza my nie wiedziałyśmy, jak stąd wyjść. Byłyśmy jak zwierzęta, na które polował i w tej chwili to przysłowie, gdzie łowca staje się zwierzyną, nabrało nowego znaczenia.
- Więc... co teraz — zapytałam szeptem, spoglądając na wystraszoną Hikaru, ale i ona nie miała żadnego pomysłu. Jak tak dalej pójdzie, to On nas dorwie i Bóg wie, co z nami zrobi. Zabije, posiatkuje, zdeformuje, usmaży czy zje — każda opcja wydawała mi się straszna. Nawet ja nie byłam na tyle psychiczna, by z szaleństwem w oczach porywać a później próbować zjeść osobnika tego samego gatunku jak jakiś kanibal. ,,Po prostu pięknie" - pomyślałam, przełykając gule w gardle.
- Musimy się stąd jakoś wydostać — szepnęła cicho, jakby bała się, że ON nas usłyszy. Nie byłoby to dziwne, bo w tym świecie już nic mnie nie zaskoczy. Problem polegał na tym, że ja nie miałam skrzydeł, by w razie czego uciec a Hika była ranna. Z jej szyi sączyła się krew, a dotąd białe skrzydła zbrukane były szkarłatną cieczą. Nie wglądała najlepiej, choć nie pokazywała tego po sobie, ale dokładnie widziałam, jak próbuje udawać twardą. Jak zaciska szczękę i przygryza dolną wargę. Mówiąc krótko i zwięźle — jest źle.
- Wiem, ale jak? - również szepnęłam, kuląc uszy, gdy za sobą usłyszałam szelest liści. O nie... Zerknęłyśmy na siebie przerażone, po czym krzyknęłyśmy...
- CHODU!!!!!!! - ruszyłyśmy z łap i pędziłyśmy, pozostawiając za sobą chmarę kurzu, jakby nas sam diabeł gonił, chociaż dalekie od prawdy to nie jest.
- Szybciej Reiko! - kątem oka spojrzałam na krzyczącą Hikaru, co w tej chwili okazało się najgorszym z możliwych rzeczy — Rei uważaj, przepaść! - próbowałam się zatrzymać, wbijając pazury w ziemię, lecz ostatecznie straciłam grunt pod łapami. ,,JA LATAM!" - pomyślałam, po czym spojrzałam w dół, a z mojego pyska odpłynęły kolory.
- Aaaaaaaa!
- REI!!! - nim straciłam przytomność, zarejestrowałam jeszcze atak tego stwora i bezwładne ciało Hikaru pod jego łapami...

***********

Hikaru?? Ja będę żyć, ale ty coś wymyśl

Od Deirona c.d Ake

Po udanym polowaniu i zaliczeniu misji od alfy w końcu wróciłem do swojej jaskini. Jednak w pierwszej chwili stanąłem jak wryty na widok bałaganu, jaki tam zastałem. Z mojego gardła wydobyło się głośne jęknięcie na myśl, że będę musiał to wszystko posprzątać. Chciałem na początek odpocząć, ale najpierw musiałem skombinować świeży mech na nowe posłanie. Moje plany poszły się walić, gdy powieki same zaczęły mi opadać ze zmęczenia i zasnąłem w mgnieniu oka.
****
Obudziłem się kolejnego dnia, kiedy pierwsze promienie słońca zaczęły bezkarnie wpadać do mojej jaskini. Ziewnąłem i przeciągnąłem się na całej długości, po czym wyszedłem z ciepłego wnętrza. ,,Dziś nie ominie Cię sprzątanie" - sapnąłem zrezygnowany na tego sierściucha, choć doskonale zdawałem sobie sprawy, co mnie czeka. Zanim jednak wezmę się do pracy, skierowałem swoje łapy w stronę lasu, skąd dobiegał silny zapach krwi — świeże dusze i śniadanie — pomyślałem z uśmiechem wchodząc w ciemne bluszcza o ostrych kolcach! Ał!. ,,No co ty, nie mogłeś sobie znaleźć innej drogi?"- usłyszałem drwiący głos i w jednej chwili przyszła mi ochotę, by go ukatrupić. I kiedyś na pewno to zrobię, ale do tego czasu muszę go znosić! Nie, ta wydawała mi się kusząca i najszybsza, a że skończę jak nadziany kaktus to już inna sprawa. - odpowiedziałam nadwymiar spokojnie, ale z nutką irytacji. ,,Kaktus, serio? Dziwny jesteś..." Dziękuje, cóż poradzić, taki już jestem. - zaśmiałem się, wciągając w nozdrza zapach zwierzyny. Zatrzymałem się, marszcząc brwi. ,,Co jest?" Czujesz? ,,Tak, ale nie wiem, o co ci chodzi" Ten zapach jest jakiś dziwny — mruczę gniewnie pod nosem, po czym wychodzę z krzaków i pierwsze co wpada mi w oczy to martwy jelonek oraz wielka plama krwi wokół niego. ,,Czyli nici ze śniadania" - mruczę z grymasem, a następnie zerkam na wpatrującego się we mnie osobnika. Była to piękna wadera o ciemnym umaszczeniu na plecach i ogonie oraz białym podbrzuszu i jasnej grzywie. Prześlizgnąłem wzrokiem po jej ciele i musiałem przyznać, że była naprawdę zgrabna. ,,Dla ciebie każda wadera jest piękna" - prychnęło moja drugie wcielenia, na co puściłem mimo uszu.
- Oczy mam wyżej, kretynie! - usłyszałem i warknąłem na jej słowa, oczywiście przenosząc swoje spojrzenie na jej zakrwawiony pysk.
- Wiem, ale trudno oderwać wzrok od tak pięknego ciał - szepnąłem w jej stronę, chcąc załagodzić sytuację, ale chyba mi coś nie wyszło, bo najeżyła się jeszcze bardziej.

Ake? Wybacz, kompletny brak weny, ale i tak muszę czekać na opko od ciebie.

czwartek, 1 września 2016

Odchodzą

„Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka” 
dA: Znalezione w google
Hw: Wilczka 99
Imię: Kira
Pseudonim: Brat mówi na nią Kiruś
Płeć: wadera♀
Wiek: 3 lata
Partner: wolna
Hierarchia: zwykły członek
Plemię: Powietrza - Cichociemni



"...BO ADMINISTRACJA SIĘ ZGODZIŁA..."

dA: ?
Hw: mysza888
Imię: Yoru
Płeć: Basior♂ 
Wiek: 6 lat
Partner: wolny
Hierarchia: zwykły członek 
Plemię: Powietrza - Cichociemni


„Pogonił wilk razy kilka, ponieśli i wilka”
dA: Znalezione na google 
Hw: Wilczka 99
Imię: Kiba
Pseudonim: Demon
Płeć: basior ♂
Wiek: 3 lata
Partner: wolny
Hierarchia: zwykły członek
Plemię: Powietrza - Cichociemni



dA: VeRCeline
Hw: Lucyphenia
Imię: Thrideyatoé
Pseudonim: Thrid, Deya, Emael, Faerr
Płeć: wadera, a przynajmniej można tak wywnioskować 
Wiek: 6 lat
Partner: Czym jest miłość? 
Hierarchia: Zwykły członek 
Plemię: Mroku - Nieustraszeni  


dA : Kawiku 

Hw :  Beautifullcreature


"Can you remember who you were before the world told you, who you should be?"


Imię: Waleria
Pseudonim: Ria, Walerka
Płeć: Wadera
Wiek: 3 lata
Partner: Bardzo łatwo ją w sobie rozkochać, jednak nigdy wcześniej przed ucieczką (patrz historia) nie miała żadnych kontaktów z basiorami
Hierarchia: Zwykły członek
Plemię: Mroku - Nieustraszeni 


dA: Chisaruu
Hw: Syßir
Imię: Po co nadaje się imiona, skoro się one powtarzają a na świecie jest kilkaset tysięcy burków .. no cóż on nie przywiązuje wagi do imienia mów sobie na niego jak chcesz , najdłużej chyba znany był jako Coffie,Weed i Rocketo niektórzy wołali Riki czasem Diablo inni zwracali się do mnie Killer znany też jako Dynamo albo Macho lub Midas
to naprawdę nawet nie połowa imion Więc jeśli już się przedstawiam to jako Coffie. 
Pseudonim: Rocketo-rakieta 
Płeć: Basior♂ 
Wiek: 6 lat 
Partner: Nie będzie ukrywał,ze interesuje się waderami,jednak ma pecha gdyż trafia na niewłaściwe damy .. stał się troszkę obojętny ..
Hierarchia: Zwykły Członek 
Plemię: Mroku - Nieustraszeni 


"Życie bez szczęścia i miłości jest jak życie bez 
powietrza i wody - nie może istnieć."- (c)
dA: Nieznany.
Właściciel: Cook!e / kinga170104@gmail.com
Imię: Po cóż Ci jego imię, obywatelu? Czy ono sprawi, że Twa dusza będzie tańczyć makarenę, a na pysku zagości uśmiech? Nie. Ale jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć: Jego pełne imię, to Seven Painkiller Kitsune. Ale zwracaj się do niego Seven. Brzydzi się tym nazwiskiem.
Pseudonim: Sev, Ve, Even, Ever, Never, Sen, Sevuś, Sevi, Sham, Pain, Kit, Sune, Far, Night, Nev, 
Płeć: Basior♂. Często jest mylony z waderą, przez swoje zachowanie.
Wiek: 4 lata.
Partner: Jest zauroczony, ale to nie ma sensu. Jak on może w ogóle z tą osobą porozmawiać? No właśnie. Nijak. "Ale nie tracę nadziei. Musi mnie zauważyć!"
Hierarchia: Zwykły członek.
Plemię: Mroku - Nieustraszeni

×××

,,Kropla miłości, oznacza więcej niż ocean rozumu..." - Blaise Pascal
Autor wyglądu: Znaleziono na goole grafika.
Howrse: Kotka_miłości
 Imię: Elizabeth 
Pseudonim: Eliza, Elza 
Płeć: Wadera♀
Wiek: 2 lata 6 miesięcy
Partner: Bardzo by chciała mieć kogoś u swego boku!
Hierarchia: Zwykła członkini 
Plemię: Lodu - Zimowe szeregi

×××

,,Życie  to nie bajka, każdy to wie, bajkę można powtórzyć, a życia nie...''

Hw: Aviaku
dA: lublana1
ImięTenshi
Pseudonim: Każdy mówi na nią Ten, jednak można zwracać się do niej Shi
Płeć: Stu procentowa wadera ♀
Wiek: Kto by tam liczył.. 5
Partner: Wątpi, że znajdzie tego jedynego.. 
Hierarchia: Zwykła członkini
Plemię: Magii - Adolfus

×××

Sandi0123
Lucy
Luna, Lu, Pani L
Płeć: wadera♀
Wiek: 11 lat
Partner: Mikel
Hierarchia: Była Alfa
Ranga: Zwykły Członek
Czytaj Dalej


Syßir
Reika 
Rita 
Płeć: Wadera 
Wiek: 3,5 roku 
Partner: Nie jest stabilna uczuciowo 
Hierarchia: Zwykły Członek 
Ranga: Zwykły Członek 

~~~




Dumni jesteście z siebie?

sobota, 27 sierpnia 2016

Junien / Acrux

"Podróż ponad celem, siła ponad słabością, życie ponad śmiercią."
dA: Hioshiru
Hw: Junien

Za dnia
Nocą
Imię: Za dnia ma na imię Junien w skrócie Juni (czyta się Dżunien/ Dżuni) tak się też przedstawia. W nocy zmienia imie na Acrux.
Pseudonim: Tam gdzie mieszkała nikt nie ośmielił się wymyślić jej pseudonimu.
Płeć: Wadera
Wiek: 3 lata
Partner: Może kiedyś...
Hierarchia: Zwykły członek
Plemię: Cichociemni
Stanowisko: Najemniczka
Umiejętności:
Inteligencja- 30
Wysportowanie- 30
Magia- 30
Żywioł: Wola; Noc
Rasa: Iluzji-30%; Walki-20% ; Koszmarów-20% ; Prawdy-20% ; Księżyca-10%
Moce:
-Wytworzenie iluzji.
-Doskonałe posługiwanie się bronią, a w szczególności dwoma mieczami
-Telekineza
-Porozumiewanie się ze smokami.
-Odróżnianie czy ktoś mówi prawdę, czy kłamie
-Bezszelestność
-Nocami zmiana w "innego" wilka, lecz przez to nie może spać
-Niezwykle wyostrzony słuch
- Kontrola snów
Głos: ---
Cechy: Za dnia- Gdy jest z innymi wilkami śmieje się, rozmawia i stara się być przyjacielska. Nie zawsze słucha swojego rozmówcy i potrafi wyłączyć się z rozmowy w każdej chwili. Błądzi wtedy myślami w swojej przeszłości lub kłóci się z Acrux. Jest trochę szalona, bo w końcu kto rozmawia w myślach z drugą stroną swojej osobowości? Na szczęście nie wpływa to na kontakty z innymi. Gdy tak błądzi myślami w jej oczach można zobaczyć strach, melancholię, ból, smutek i wiele innych negatywnych emocji. Jeśli poczuję na sobie czyjeś baczne spojrzenie, momentalnie wraca do rozmowy i radości. Ta radość, w takich momentach, jest niestety nieprawdziwa. Lubi towarzystwo, ale przy każdej rozmowie boi się że nie wytrzyma mentalnie i spuści ze smyczy wszystkie swoje uczucia, które chowa od tylu lat. Gdy myśli, że jest sama można zobaczyć ją na jakimś urwisku zalaną łzami. Nikt nie wie dlaczego wtedy płacze. W nocy kontrolę przejmuje Acrux, maszyna do zabijania, bez skrupułów. Bije od niej aura śmierci. Nie stosuje się do żadnych zasad. Jedyne co ją powstrzymuje to Juni ukryta w jej umyśle. Małomówna. Nigdy się nie śmieje. Nie pokazuję emocji. Spryt i inteligencja jaką posiada wykorzystuje by zabijać. Każdy jej ruch jest zaplanowany, a każdy cel sprawdzony. Jest posłuszna swoim panom, ale nie oznacza to, że nie zechce wbić im noża w plecy. Jest sprawiedliwa i honorowa. Zwyczajowo nie popełnia błędów, a jeśli zdarzy jej się już w jakiś sposób pomylić, stara się to naprawić i nie popełnić tego błędu po raz kolejny. W jej oczach widnieje żądza mordu, ale jeżeli zdołasz przyjrzeć się bliżej zanim cię zabiję, możesz ujrzeć słaby ślad bólu, smutku i gniewu. Na pierwszy rzut oka widać, że zarówno Juni, jak i Acrux wiele przeszły, chodź co innego i w inny sposób.
Aparycja: Jest umięśnionym wilkiem, choć tego po niej nie widać. Za dnia jej futro jest krystalicznie białe, jak najświeższy, śnieżny puch. Końcówki jej uszu i ogona mają kolor czarny. Jej oczy są krystalicznie błękitne, a w ich kącikach widoczne są czarne znaki. Za dnia wzrok ma zazwyczaj spuszczony, nieobecny lub obserwuje otoczenie. Nocami natomiast zmienia się w zupełnie innego wilka. Jej futro staje się czarne. Ma naderwane ucho, a do kłębu poprzyczepiane pióra. Jedyne po czym można ją wtedy poznać oprócz postury są jej oczy. Zawsze zachowuje dumną postawę lecz jej wzrok błądzi po okolicy, obserwując ciemność.
Rodzina: Nikt nie przeżył "pożaru"
Historia: Jej rodzice byli alfami w stadzie. Pewnego dnia wybuchł pożar, w którym zginęli. Przez ten nieszczęśliwy wypadek wataha powoli rozpadała się, a ona była zbyt młoda by cokolwiek z tym zrobić. Wilki odchodziły i już nie wracały. Została sama. Od tamtej pory błąkała się w poszukiwaniu nowego domu, aż znalazła tą watahę.

czwartek, 25 sierpnia 2016

Od Dante Cd Ceres

Siedziałem w tej pułapce. No w sumie tak naprawdę w klatce. Tak to trochę dziwne, ale jednak prawdziwe. Dusze zawsze się więzi w klatkach. Kompletny bezsens, nie prawdasz? No cóż jednak odziwo jakoś ja, inne dusze i wszystkie potępione demony mamy słabość do zamknięć i to metalowych ( i właśnie, dlaczego mówię, że potępionych skoro sam jestem pół demonem? Tak, tak wygląda jakbym się sam przezywał, śmieszne). Jednak w prawdziwym życiu jesteśmy na nie odporne. Zastanawiałem się teraz po co w ogóle zachciało mi się demona, równie dobrze mogłem zostać w piekle. Gdyby nie on byłbym tylko wampirem, i na tym by się skończyło. No, ale nie wziąłem go do swojego ciała bez powodu. Ta odpowiedź dlaczego w ogóle mam go znajduje się w przeszłości, która przecież trwa do dziś. Przeszłość tak naprawdę zawsze jest. Przecież dziś jest teraźniejszość, a jutro będzie przeszłością tak samo przyszłość to jak przeszłość. Stanie się i już nie wróci. Przecież historie nie powtarzają się dwa razy. Nie są identyczne, bo nie mogą być. Wtedy to nie miało najmniejszego sensu. Wracając do tego całego demona. To mam go w swoim ciele z powodu swojego śmiesznego błędu. Podczas polowania, byłem taki nieuważny, że wpadłem w sieć. I to nie wszystko, jak na złość nie umiałem z tego wyjść. Taa.. głąb ze mnie, aż ryć się z tego dzisiaj chce. Zachowywałem się wtedy jak bezbronny szczeniak, chociaż wtedy miałem 3 lata. No i można się spodziewać, że przyszli po mnie kłusownicy. Po czym zerwali ze mnie żywcem skórę, po to, żeby mieć swoje ‘’pieniążki- srążki’’. I chyba tutaj wiadomo, że z powodu moich czynów trafiłem do piekła. Jednak tam długo nie byłem. Gdyż dałem lucyferowi kawałek mojej potęgi, za życie i tajemniczy żywioł, którego do dzisiaj nie mogę użyć z niewyjaśnionych przyczyn. Nawet nie wiem jaki to żywioł. Nie mam o tym pojęcia. Jednak za te, rzeczy, które mi dał, musiał i też oddać mi demona bo inaczej bym nie mógł wrócić do świata żywych. Wiadomo też, że nie chce ze mnie wyjść. Bo chce mną panować, choć mi nie jest już potrzebny. Przecież, świat jest złośliwy, nie zapominajmy o tym. Chociaż wracając do mojej teraźniejszości, a raczej przeszłości, zastanawiałem się nad tym jak bym mógł się wydostać, w sumie znałem jego słabości. Miał je 3.
1. Światło, oczywiste jest to, że demony nienawidzą światła, gdyż je niesamowicie razi i spala zarazem. A przecież w piekle nigdy nie jest jasno, więc po prostu nie są na to odporne.
2. Woda, jeżeli by go ochlapać dużą ilością wody to by zaczął się po prostu topić. Wiem, to dziwne, jednak prawdziwe
3. Trzeba go okaleczyć po czym napluć mu tam nie swoje śliny. Zacznie on po tym słabnieć, aż się wykończy. Trzeba tylko dopilnować, by nie zlizał śliny, bo inaczej nic z tego.
Gdyby tylko mogło się przesłać telepatycznie moją strategię. To by było już po demonie, jednak nie jest on taki głupi i zablokował mi tą możliwość. No cóż, musi sama wpaść na pomysł, jakikolwiek, byle był skuteczny.

<Ceres?>
Wiem późno jednak brak weny, nie pozwala na napisanie opka w zaledwie jednego dnia, ani 2 czy 3. Trochę jednak to trwa.

niedziela, 21 sierpnia 2016

Od Ceres cd. Dante

Spojrzałam w inną stronę, gdy usłyszałam jakieś dźwięki w krzakach. Pewnie tylko mi się wydawało. Wróciłam więc wzrokiem na wilka, słysząc nowe odgłosy. Tym razem pochodzące od nowego znajomego. Sonfine odskoczyła za mnie przerażona, chyba wiedziała co się szykuje. Ja za to spojrzałam z niedowierzaniem na niego.
Ceres - Co do... Ktoś ty?!
Przed moimi oczami pokazał się potwór. Potwór jakiego dawno nie widziałam. Demon... Ostatnio demona widziałam... Chociaż nie, dla mnie demonami byli nawet moi rodzice. Dwóch "demonów" mniej, tak czy siak, z tym też trzeba coś zrobić. Ale co, jeśli zaraz mam zginąć, a on zawładnął Dante? "Co zrobiłam ostatnio kiedy spotkałam demona? Myśl!" Mówiłam sobie w duchu. Nagle przybliżył się do mnie o długość lisa, spojrzał w oczy i powiedział, że jest demonem, który czekał aby ktoś go odkrył. Szalone, prawda? Ale w tym świecie dzieją się przedziwne rzeczy. Ja dalej myśląc co robić, zostałam w końcu zaatakowana. Czułam jakby wszystko co mam w środku chciało wybuchnąć, ujrzeć światło księżyca, a potem dnia. Powoli nie wytrzymywałam i już chciałam odpuścić walkę... W tym momencie przypomniało mi się. "Jaka ja głupia!" Wyzwałam się natychmiast w myślach.
Co mi przyszło do głowy? Przypomniało mi się, iż mogę zamienić się w ducha! No przecież! Demon wtedy nie da rady mnie tknąć jeśli ja nie będę chciała, a życia też nie może mi zabrać... Duchy ich w końcu nie mają i są niematerialne. Pytanie czy to zadziała jeżeli on jest wewnątrz mnie? Warto spróbować...

<Dante?>
Szczerze tak bardzo nie miałam pomysłu co na to odpisać... Zobaczyłam czy demon ma jakieś słabe punkty - nie ma. Przejrzałam twój charakter jeszcze raz - no nie ma. Da się go jakoś unieszkodliwić? - "Nie do opanowania" - Od razu miałam w głowie, że "no to jestem w du*ie". To zobaczyłam na moje i twoje moce... Pomysł i rozwiązanie przyszło. Załatwione :D
Swoją drogą... On jest raz na miesiąc? Coś takiego było? On potem zniknie?

Od Dante Cd Ceres

Byłem dosyć zaskoczony wypowiedzią wadery. Chyba nie zdawała sobie sprawy z tego co może ją tutaj czekać. Tereny mojej watahy są niebezpieczne. Dzieją się tutaj rzeczy paranormalne. Chociaż to nie dziecko. Jak chce to niech dołączy. Przecież wchodzi na własne ryzyko. Ja się tym nie przejmuje. Jeśli chodzi o docinki wadery to już w jej słowach było widać znudzenie. Ja też te pytanie słyszałem setki razy. To coś normalnego. Może i nie byłem zbyt zadowolony z towarzystwa wilczycy, jednak w moich oczach zapalił się żarzący płomień satysfakcji. A moje ciało ogarnęło dziwne mrowienie. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje, tak jakby nie poznał wszystkich rzeczy o moim.. właśnie co? Tak jakbym nie nauczył się nic. Nie wiem dlaczego, ale było mi głupio i śmiesznie zarazem. Moje myśli, które przesuwały się jak taśma produkcyjna przed oczyma, nagle się urwały. Mój obraz zaczął się rozmazywać. Wydawało mi się, że zaczynam umierać. I serio tak myślałem gdyby nie to, ze przypomniałem sobie jedną rzecz.’’ Przecież wilki nie umierają w wieku 8 lat tylko 30 głąbie’’. I bym tak pewnie myślał dalej, gdyby nie to, że ogarnęła mnie nieświadomość. I nagle nic już nie pamiętałem…
(***)
???: Wreszcie jestem wolny!!! AHAHAAHAH!!!!!! WRESZCIE NIE WYTRZYMAŁ MOJEJ MOCY I PADŁ! JUŻ NIC MNIE NIE POWSTRZYMA! NIC! AHAHAAHA!!!
Ceres: Ktoś ty?!
???: Kto? Mogę ci to powiedzieć… Ja czekałem przez długi czas, by ktoś odkrył mnie. Dlaczego, pytasz? A ja przecież widzę, jak zbierasz pomysły o tym jak nagle powstałem. Cóż, widzę to co myślisz. Jestem demonem żywiącym się życiem innych. A następnym będziesz ty! Ale spokojnie… To nic strasznego, dla ciebie to będzie koszmar, zaś dla mnie zabawa!! AHAHAHA!
Ceres: Serio myślisz, że… AAA!!!!!! [*]
Demon: No co? Zemdlałaś na mój widok? Hi hi… Teraz to ja się pobawię. Jak ja dawno tego nie robiłem..
(***)
Krew sączyła się po ciele Ceres. Zaś ja widziałem to wszystko. Byłem uwięziony teraz w własnym ciele. Wiedziałem, ze kiedyś mną zawładnie. Ale żeby dzisiaj? To tylko zapewne sen. Chciałbym, żeby to był sen… Jednak to była rzeczywistość. Byłem teraz nie wilkiem, lecz duchem wilka, byłem teraz taki lekki.. Jednak co ja mogę zrobić? Nic! NIC. Teraz musi liczyć na siebie, ja tylko jedynie mogę siedzieć w tej pułapce i czekać na cud…

<Ceres?>
Mój demon się wydostał, nic na to nie poradzę. Jednak to tylko początek 3 :)->
Wiem musiałaś trochę czekać, ale żeby zgromadzić wenę to trzeba trochę czasu.

czwartek, 18 sierpnia 2016

Od Ceres cd. Dante

Sonfine spoglądała na wilka z lekkim strachem w oczach. W końcu usiadła gdzieś dalej od nas i zaczęła lizać łapę, by zaraz ta wylądowała za jej uchem, pocierając je. Mówiąc w skrócie - tygrysica zaczęła się myć. Ja za to, popatrzyłam na nowego znajomego. A może jednak nieznajomego? Może to było przelotne spotkanie, które zniknie z pamięci za miesiąc tak samo jak on? Dobra - pomyślałam - Trzeba jakoś zacząć rozmowę...
- No to... Jestem Ceres - powiedziałam obojętnie.
- Dante - odpowiedział bez wyrazu twarzy wilk, patrząc się na mnie.
Nie odpowiedziałam na to i czekałam, aż on zacznie rozmowę. Minęła chwila, aż w końcu jego pysk otworzył się i usłyszałam ten sam, nudny, powtarzający się tekst "Co tutaj robisz?". W tej chwili odechciało mi się dalej prowadzić rozmowę, jeśli da się tak to w ogóle nazwać. No ale trzeba jakoś odpowiedzieć, nie?
- Skakałam sobie z króliczkami i zbieraliśmy jajka, żeby zrobić z nich pisanki - prychnęłam. Może trochę chamsko, jednak męczyło mnie już to pytanie.
- Bardzo zabawne - Dante spojrzał na mnie jak na głupią. - A tak serio? Pewnie słyszałaś to już wiele razy, skoro wystartowałaś do mnie z takim tekstem, jednak nie jesteś na swoim terytorium i lepiej by było gdybyś stąd odeszła.
- Oj tak, słyszałam to już kilka razy. I wiesz co? Znudził mi się ten tekst. Chcę dołączyć do twojej watahy - mój wzrok zrobił sie jeszcze bardziej poważny i utkwił prosto w jego ognistych ślepiach.


<Dante? Wybacz, jednak trochę out of wena. Postaram się częściej odpisywać>

środa, 17 sierpnia 2016

Od Krimona cd Atomic

Atomic zachęciła mnie do tego abym coś o sobie opowiedział. Trochę mnie zatkało, bo cóż takiego mogę powiedzieć? Moja historia zapewne nie różniła się wiele więcej od innych podobnych mi wilków. Bo któż nie przeżył w życiu chwil szczęśliwych oraz tych których lepiej było nie pamiętać. Choć właśnie te drugie momenty w życiu najbardziej kształtowały charakter.
Nagle zdałem sobie sprawę, że już dłuższy czas trwa cisza, a wadera spogląda na mnie z ciekawością oraz lekką niecierpliwością.
- Tak naprawdę nie wiem co najbardziej lubię robić - odpowiedziałem w końcu - Lubię czasem wstawać wcześniej od Słońca i patrzeć jak wszystko pomału powstaje znów do życia, by przeżyć, by móc dalej żyć. A innym razem lubię po prostu zatopić zęby w 20 kilogramowej sarnie. Teraz na przykład miałbym ochotę zrobić to drugie.
- Zrozumiałam aluzję - Atomic zaśmiała się - Jednak nadal nie odpowiedziałeś mi jaki jest Twój ulubiony kolor, a jak widzę, dochodzimy już do polany.
- No więc mam nadzieję, że usatysfakcjonuje Cię odpowiedź, że nie mam ulubionego koloru - odpowiedziałem, ale patrząc na nieukontentowaną minę wadery dodałem - Może to zależeć jeszcze od mojego humoru.
- A w tym momencie na jaki kolor wskazuje Twój humor? - uśmiechnęła się wadera
- Czerwony, bardzo krwisto czerwony - wyszczerzyłem ząbki. Zaczęliśmy się śmiać. Nagle umilkłem - Szsz... Cicho
Wadera spojrzała na mnie ze zdziwieniem, jednak zauważając, że strzygę uszami i mój nos szybko się porusza wietrząc zapach, zrozumiała o co chodzi.
- Coś usłyszałeś? - dopytała się dla pewności szeptem
- Za tamtymi krzakami - odpowiedziałem cicho. Wiedziałem również, że za tą kępką krzaków jest polana, więc była duża szansa, że to co było po drugiej stronie mogło okazać się smacznym obiadem.
Spojrzałem na waderę po czym kiwnąłem łbem. Przyczaiłem się, prawie kładąc się na podłożu. Wziąłem głęboki wdech, po czym nagle, bez uprzedzenia skoczyłem.
Jakżeż wielkie było moje zdziwienie, gdy chwilę po oddanym skoku pod moimi łapami nie znalazłem sarniny, lecz zdziwionego, nie do końca jeszcze ogarniającego co się dzieje, wilka. Na domiar złego dostrzegłem nieopodal właśnie uciekający obiad. Ups, pomyślałem, chyba właśnie zniszczyłem komuś polowanie.

<Atomic? Lub jakiś inny wilk? ^^ >

wtorek, 16 sierpnia 2016

Od Layli CD Troyer'a

Spojrzałam instynktownie w górę mrużąc oczy. Mój siostrzeniec...prosi mnie bym zawarła z nim sojusz... i co ja mam w tej sytuacji zrobić?
Skierowałam wzrok na owego basiora. Byłam od niego młodsza, ale mimo to ostrożnie stawiałam kroki...tego nauczył mnie ojciec! Chyba już mamy to rodzinne.
W końcu analizując wszystkie ,,za" i ,,przeciw" zdecydowałam...
- Przyjmuję sojusz.- Odparłam chłodnym tonem, jak to na córkę Lorcana przystało. Tak! Jestem dumna z tego kim jest mój ojciec. Basior skinął głową zadowolony a ja powoli się wycofywałam, machając przy tym grubą kitą.
- Może się przejdziemy? - Zaproponował patrząc na mnie. Zerknęłam zaskoczona w jego kierunku i wzruszyłam ramionami, wrednie się przy tym uśmiechając.
- Nie za dużo tego wszystkiego?- Wyszczerzyłam ząbki ukazując długie białe,ostre kły, które przegryzły już nie jedno gardło.
- Nalegam.- Troyer uśmiechnął się leciutko pod nosem. Niechętnie się zgodziłam. Szczerze? Głupio było tak iść na dwóch nogach...on zaś na czterech. Chodziło głownie o to, że niekomfortowo mi się z nim rozmawiało. W końcu usiadłam nieco zmęczona całym tym dniem, potrzebowałam krwi... rozejrzałam się szukając wzrokiem potencjalnej ofiary jednak nic nie znalazłam.
- Podobno jesteś wampirem.- Stwierdził patrząc na mnie kątem oka. Skinęłam głową patrząc gdzieś w dal...w gardle miałam Saharę.
- Nie do końca. Moja matka była w końcu wilczycą, a mój ojciec jest wampirem czystej krwi.- Zerknęłam na niego.Miał zmieszaną minę... tak jak każdy kiedy tego wszystkiego słuchał.
Moja matka odeszła gdzieś w ci*l daleko i nie wiedziałam gdzie jest, szczerze to nawet mi to na łapę...w końcu nie będę słyszeć jej zrzędzenia. Pomimo wszystko moja siostra- Hikaru- nie wydawała się aż tak oschła, jak Sasori dlatego bardzo ją lubiłam. Basior patrzył gdzieś w niebo.-  Chodźmy zapolować.- Poprosiłam.- Muszę się napić. -Powoli wstałam i bez słowa ruszyłam przed siebie. Gdzieś w oddali zaszyła się jakaś mała dziewczynka.
-Chyba nie chcesz jej...- Ale było za późno... przygniotłam małą do ziemi i po chwili zostawiłam ją wyschniętą na wiór. Troyer stał zszokowany patrząc na mnie... chyba nie wyczuł, że mała była tak naprawdę...wilkiem śmierci.

<Troyer?>

Od Atomic cd. Krimon'a

Przewróciłam oczami. Na samym początku basior nie wydawał się taki... rozrywkowy. Ale co ja mogę stwierdzać po kilku minutowej pogawędce? Przecież to samo w sobie brzmi niedorzecznie. Ale tak czy siak, spodobało mi się to.
- Ja się niczego nie boje! - krzyknęłam z entuzjazmem, po czym wzięłam rozbieg i wskoczyłam na oponę. - Ale póki mogę, to nie wejdę do lodowatej wody.
Wystawiłam mu język wisząc na czarnym kółku. Wbiłam przednie pazury w czarną gumę. Tylne wsadziłam przed środek, a ogonem owinęłam się po lewej stronie. Zaczęłam się bujać do przodu i do tyłu, kręcąc się przy tym.
- Ej! - krzyknął basior, ale niezbyt go zrozumiałam przez swój śmiech.
Pierwszy raz w życiu bujałam się na takim czymś i muszę przyznać, że spodobało mi się to. Chociaż po dłuższym czasie wirowania zaczęło m się kręcić w głowie. Straciłam czujność. Ogon mi zwisał, a Kirimon niepostrzeżenie go chwycił delikatnie zębami i pociągnął mnie w dół. Puściłam oponę i z pluskiem wylądowałam w lodowatej wodzie. Zanurkowałam aż na samo dno, by po chwili odbić się od niego i wypłynąć na powierzchnię. Zaśmialiśmy się oboje.
- Mogłeś mnie ostrzec! - ochlapałam go wodą, a on zwinnie zanurkował. Przez chwilę nie mogłam go dojrzeć, aż usłyszałam do za plecami.
- Ostrzegam! - po tym słowach wciągnął mnie pod wodę. Zdążyłam jednak złapać powietrze. Po kilku sekundach wypłynęliśmy na taflę wody. - Tak może być? - na jego twarzy widniało rozbawienie.
- Tak - zaśmiałam się i podpłynęłam pod oponę. Uważnie się jej przyglądałam. Była zbyt wysoko powieszona, abym ją dotknęła. Gdy basior podpłynął do mnie, mógł ja dosięgnąć. Z trudem, ale na tyle, aby ja złapać całkowicie. - A teraz stój! - i zanim się obejrzał weszłam mu po grzbiecie i wskoczyłam na czarną gumę śmiejąc się zwycięsko.
- Mogłaś mnie ostrzec! - powtórzył moje słowa. Nie mogłam się przestać śmiać.
- Ostrzegam! - wszystko się powtórzyło z tą zmianą, że to ja wskoczyłam na niego i pociągnęłam go za tylną łapę pod wodę. - Tak może być? - gdy zdaliśmy sobie sprawę, że cała sytuacja się powtórzyła, ale na odwrót, wybuchnęliśmy śmiechem.
Rozłożyłam się na wodzie, gdy basior wyszedł na brzeg i się otrzepał.
- Jesteś jeszcze głodna? - otworzyłam jedną powiekę do góry i się na niego spojrzałam z uśmiechem.
- Polana nie zając, nie ucieknie - wystawiłam mu język, a on przewrócił oczami rozbawiony. Usiadł na trawie, a raczej się na niej rozłożył. Była już noc, aczkolwiek gwiazdy oświetlały jego futro, jakby się opalał w ich blasku. Podpłynęłam pieskiem do brzegu i się otrzepałam blisko basiora, dzięki czemu go ochlapałam. Obronił twarz łapami, ale tak czy siak wypowiedział tylko moje imię śmiejąc się, a ja jakby nigdy nic potruchtałam w stronę polanki z sarnami.
- Jesteś jeszcze głodny? - zapytałam, gdy Kirimon szeł już obok mnie.
- Nawet nie zaczynaj.
Zaśmiałam się, gdy lekko mnie popchnął barkiem w bok. Byłam od niego o wiele niższa, czułam się przy nim jak drobny szczeniak. Ale to z mojej perspektywy.
Droga na polanę zajęła nam tyko paręnaście minut. Przez ten czas dużo rozmawialiśmy, ale tylko na jeden temat - ciągle znajdywaliśmy powód do śmiechu. To albo potkniecie się o kłodę, albo wylądowanie w jakiejś dziurze. Przez śmiech byliśmy strasznie nieostrożni i ciągle na coś wpadaliśmy. A zapoczątkowała to ruda kita, która utknęła w dziupli. Od tamtego momentu żadne z nas nie mogło się opanować. Dlaczego? Bo zachciało mi się poudawać wiewiórkę, więc sama weszłam na drzewo i wsadziłam łeb w dziurę. Na początku udawałam, że nie mogłam wyjąć łba, aż w końcu naprawdę utknęłam. Kirimon musiał się wspinać po gałęziach, a potem wyciągnąć mnie za ogon. Oboje wylądowaliśmy na ziemi.
- To jak... - lekko go popchnęłam, gdy byliśmy już blisko wyznaczonego celu. - Opowiesz mi coś o sobie? No wiesz. Co lubisz robić, czy masz coś najulubieńszego... na przykład kolor... No wiesz - na mojej twarzy dalej widniał szeroki uśmiech, który za nic nie chciał zejść mi z twarzy. Nie wiem jak on, albo ja się świetnie bawiłam. Nigdy w życiu tak długo się nie śmiałam z jednym wilkiem. Polubiłam go.

<Kirimon?>

Od Troy'a Do Layli - Nowy sojusznik?

Przechadzałem się terenami latających wysp, przelatując na skrzydłach z jednej na drugą, lub po prostu przechodząc po łańcuchach zaplątanych w liany, które łączyły ze sobą niektóre skrawki. Sam nie wiem skąd one tu były, ale pewne jest że pamiętam je od pierwszego razu kiedy zobaczyłem te wyspy. Być może ktoś przed nami tu był? Zdaje się że tak, skoro użył magii na uniesienie tych miejsc. I to na pewno nie był zwykły człowiek. Co do Czarnej Wyspy... Zacząłem sądzić że ona również może mieć z tym coś wspólnego. Przecież te czarownice i inne dziwne istoty same by się tam nie zamknęły na nie wiadomo jak wiele lat. Chciałbym wiedzieć co działo się na tych terenach przed nami, być może wtedy mógłbym uniknąć jakichś przyszłych niepotrzebnych zdarzeń.
Tymczasem podchodziłem właśnie do lądowania na terenie Czarnokrwistych wilków. Od kiedy dowiedziałem się o istnieniu nowego plemienia, od razu pomyślałem że dobrze byłoby być ich pierwszym sojusznikiem. Nie wiadomo co nas w życiu spotka, dlatego trzeba troszczyć się o przyszłość. Być może kiedy my pomożemy im teraz, oni pomogą nam później, kiedy będziemy tego potrzebować. Narazie są małym plemieniem, ale nie wiadomo na jakie duże się rozrosną.
Postawiłem łapy na ziemi, jednocześnie chowając ciemne skrzydła i od razu ruszyłem przed siebie. Uniosłem nos ku górze by złapać zapach tutajszych wilków. Nie było tu ich dużo, dlatego od razu wyczułem w którą mam iść stronę by dotrzeć do alfy. Zapach przewodzącej samicy mieszał się z metaliczną wonią krwi, czyli tutejszego żywiołu. To było cechą charakterystyczną. Pod łapami czułem delikatną wilgoć, a drzewa obrastał mech. Nie błądziłem specjalnie daleko przed odnalezieniem poszukiwanej przeze mnie istoty. Wilczyca od razu skierowała swój spostrzegawczy wzrok w moją stronę.
- Niezmiernie miło jest mi powitać Alfę Plemienia Czarnokrwistych. - zacząłem lekko się przed nią kłaniając na powitanie. - Przybywam tutaj w celu uzyskania z wami nowego sojuszu. - wyjaśniłem spoglądając nań.
- Nowego sojuszu? I to sam alfa potężnego, ale wygnanego plemiena Cichociemnych? - przekszywiła lekko w bok pysk - Znany ,,Hollow''? - zwolniła przy tym zdaniu. Ruszyła wolnym krokiem, zaczynając mnie okrążać. Jej spojrzenie bacznie mnie lustrowało, nawet na chwilę nie skupiając uwagi na czymś innym. Podążałem za nią wzrokiem tylko do momentu kiedy znalazła się za mną.
- Owszem, ja. - odpowiedziałem jednym tchem.
- A posłańców to nie macie? - zaciekawiła się.
- Mamy, ale stwierdziłem że lepiej będzie to uzgodnić ,,Alfa pomiędzy Alfą''. Po za tym nie mam pewności czy mój posłanic by wrócił, w czasie wojny. Kto wie co nas w tych czasach czeka. - wyjaśniłem równie energicznie i uprzejmie jak wcześniej.
- Hm. - westchnęła. - Syn mojej siostry... - wymamrotała na chwile milknąc.
Postanowiłem przerwać chwilową ciszę.
- Jeżeli nie chcesz, przyjmę do siebie waszą odmowę. - stwierdziłem czując jak znowu mnie okrąża, zastanawiając się nad czymś.

Layla? Przyjmiesz tę ofertę od swego siostrzeńca, czy może odrzucisz mając inne plany?

Od Krimona cd Atomic

- Jestem Atomic - przedstawiła się dziwna wadera zwisając z drzewa tuż przed moim zdziwionym pyskiem.
- Witaj, jestem Krimon. Dziękuję za pomoc, chociaż sam zapewne również bym sobie poradził
- Właśnie widziałam - zaśmiała się zwinnie zeskakując z drzewa. Dopiero teraz spostrzegłem jakiej jest drobnej postury, trochę niczym wyrośnięty szczeniak. I chyba nieraz tak się zachowuje. Uśmiechnąłem się do swoich myśli.
Zacząłem iść w las, w przeciwną stronę niż pobiegły wilki, które nas ścigały. Nie sądziłem, że wadera przyłączy się do mnie. Raczej rzadko kiedy wilki przebywały w mojej obecności. Przynajmniej pokojowo nastawione.
Nagle zaburczało mi w brzuchu.
- Nie jesteś przypadkiem głodny? - zagadnęła z uśmiechem na pysku.
- Może trochę - odwzajemniłem uśmiech - Słyszałem, że niedaleko stąd jest całkiem niezła polana na której nieraz goszczą sarny. Chcesz się ze mną wybrać?
W odpowiedzi usłyszałem burknięcie w jej brzuchu.
- Tak więc czuj się zaproszona na ucztę - wyszczerzyłem ząbki
Szliśmy lasem póki naszej drogi nie przecięła nieduża rzeka. Spostrzegłem coś wiszącego na drzewie.


- Patrz! To posłuży nam do świetnej zabawy! - krzyknąłem biegnąc w podskokach
- Albo do złamania karku - odpowiedziała Atomic jednak pobiegła truchtem za mną
Oddaliłem się nieco od brzegu, poczekałem chwilkę... po czym nagle rozpędziłem się i wykonałem skok na przyczepioną do drzewa oponę. Chwilę pohuśtałem się po czym wpadłem do wody. Nastała nagła cisza kiedy zanurzyłem się cały w wodzie, lecz po chwili odepchnąłem się od dna i wypłynąłem na powierzchnię łapiąc oddech. Byłem cały uradowany. Patrzyłem na Atomic siedzącej na brzegu.
- Teraz Twoja kolej! - krzyknąłem - Chyba, że się boisz!
Prychnęła, a ja się zaśmiałem.
- Nie mieliśmy iść na polanę? - zapytała kiedy wychodziłem na brzeg. Miała średnio zadowoloną minę kiedy otrzepałem się tuż obok niej.
- A więc jednak się boisz? - zaśmiałem się ponownie, tym razem nieco dłużej - Spokojnie, polana nie zając, nie ucieknie. Za to nie jestem pewny co do Ciebie, czy czasem nie czmychniesz na myśl, że możesz skąpać się w lodowatej wodzie.

<Atomic? Jak to z Tobą jest? ;) >

Od Kurosakiego CD Yǒnggǎn

Patrzyłem zaskoczony na waderę. Ona powiedziała "kochanie"? Trochę się ucieszyłem, ale nie miałem pewności, czy Yon coś do mnie czuje. Wadera cofnęła się, a ja zrobiłem krok do przodu.
- Yon czy ty?
- Proszę nie gniewaj się-Krzyknęła.
- Czemu miałbym się gniewać?-Zapytałem zdziwiony.
- Emm... Nie ważne...-Zarumieniła się.
Nagle moją uwagę przykuły, bardzo ładne kwiatki. Zerwałem kilka i zrobiłem z nich wianek. Taa... Nie pytajcie skąd umiem robić wianek.
- Proszę-Uśmiechnąłem się do niej i założyłem jej wianek na głowę.
- Dziękuje...-Wyszeptała z wypiekami na policzkach.
- Do twarzy ci z nim.
- Emm... Ja...-Zamilkła.
- Muszę ci coś powiedzieć...-Powiedziałem cicho.
- O co chodzi?
- Więc... Ja... No ten...- Bałem się, że mnie odrzuci i zaczął mi się plątać język.- Chodź ze mną na plażę i tam ci to powiem...
Wadera wyglądała na zdezorientowaną. Ruszyliśmy w stronę plaży, w niekomfortowej ciszy.

<Yon? :3>

piątek, 12 sierpnia 2016

Od Dante CD Ceres

Nuddyyy…. Jak zwykle. Leżałem sobie teraz na małej skałce i myślałem nad sensem życia. Nic nie miałem do roboty, i nic nie nasuwało mi się do głowy. No cóż takie jest życie. Z myśli, które miałem przed oczyma wyrwał mnie potężny wiatr, który znikąd przybywał w moją stronę. Zaciekawiony wstałem i spojrzałem w górę. Ujrzałem tam gryfa. I nic podziwu w tym czymś nie było gdyby nie to, że ten zwierzak był jak klejnot. Cenny… może więc ma jaja? W ten sposób bym podążał za nim i znalazł jego siedzibę. Po czym podkradłbym się do jego piskląt i zabrał jedno z nich. No..wreszcie znalazł się pomysł dnia. Uśmiechnąłem się wrednie po czym spojrzałem jeszcze raz na niego. Był on ognistym gryfem. Mogłem to stwierdzić po jego ognistym ogonie, który żarzył się w środku nocy. Widząc, że odlatuje zacząłem biec za nim. Szybko znalazłem jego kryjówkę. Była na wysokim i stromym wzgórzu. Niestety wpinacza nie była łatwa. Lecz po jakiś kilku godzinach znalazłem się na szczycie. Zacząłem się skradać do zdobyczy. I już miałem wziąć te jajo, ale Sonfine najwyraźniej miał ten sam cel i akurat wskoczył na mnie. I oczywiście zrobiliśmy przy tym wiele hałasu. No cóż jak się można domyśleć,.. obudziliśmy gryfa. No nic, trzeba było walczyć. No ale jednak okazało się, że gryf jest za potężny dla mnie i mojego ‘’towa -kleszcza’’. Więc musieliśmy wiać. Szybko zeszło nam zejście z góry. I dopiero teraz skapnąłem się, że mogłem wejść na górę o wiele szybciej, bo przecież mam skrzydła, i to podwójne. No, ale ta to już jest jak ma się nowe ciało. (aparycja w moim formularzu jest nieaktywna, więc ja chcesz się dowiedzieć wyglądu mojego wilka to przeczytaj ‘’Dante Cd Deiron + przemiana’’, za niedługo pewnie tą aparycję zmienię na odpowiednią) Nie myśląc już o wyglądzie spojrzałem za siebie. Gryf był już blisko. Po czym odwróciłem się i zauważyłem jakąś mroczną waderę. Więc powiedziałem ‘’uciekaj!’’. Ona widząc niebezpieczeństwo też zwiększyła tępo i przyłączyła się do mnie z pytaniem:
-Co się stało?
- Chciałem zabrać jaja gryfa, ale... coś mi chyba nie wyszło - odpowiedziałem
Chwilę później drogi się rozdzieliły na dwie strony. Więc szybko powiedziałem:
- Biegniemy w prawo!
- W lewo, z prawej stronie jest rzeka. Dłużej zajmie nam przechodzenie jej, gryf ma skrzydła.
Może i miała rację jednak ja miałem swój plan. Rzeka to woda. Gryf ma żywioł ognia. Woda zabija ogień. A skoro gryfowi by się zachciało wejść do wody to jego ogon zgaśnie po czym straci życie. Więc jak już obmyśliłem plan. To krzykłem do wadery:
-Wskakuj do wody!
-Po co? Złowi nas przecież!
- Ale ja wiem co robię..
-Ok…
Więc wadera zrobiła to co powiedziałem po czym ja zrobiłem to samo. Powiedziałem szybko zaklęcie i wokół nas pojawiła się bańka. Wadera nie wiedziała co robić więc powiedziałem:
-Możesz oddychać, tu jest powietrze.
-To dobrze.. A ja już myślałam, że się uduszę, i wszystko byłoby ok., gdyby nie to, że ten gryf zaraz tutaj przypłynie.
-Nie ma szans przypłynąć. On jest żywiołu ognia. Jeśli wejdzie to zginie..
-A skąd wiesz, że jest ognistym? Przecież nie miał nic takiego szczególnego, żeby był ognistym.
-Jego końcówka ogona jest ognista więc na pewno jest z tego żywiołu.
Powiedziałem po czym spojrzałem w górę. Gryf latał nad nami jednak nie wchodził do wody. Kilka minut później odleciał po czym wyszliśmy z rzeki. Zbadałem teren po czym Sonfine przyszła do mnie. Spojrzałem na nią zły i od razu telepatycznie powiedziałem do niej z ostrymi słowami o tym, żeby następnym razem się upewniała czy ktoś jeszcze prócz niej jest w tym samym miejscu. Spojrzałem teraz na waderę, wyglądała na lekko zdziwioną, jednak szybko jej mina spoważniała…

<Ceres?>

czwartek, 11 sierpnia 2016

Od Scar Cd Troyer

Było mi zimno, bardzo zimno. Czułem się tak jakbym był zamrożony w kostkę lodu. Przez chwilę zastanawiałem się gdzie jestem. Bałem się otworzyć oczy. Nie mogłem oddychać i w końcu zrozumiałem gdzie jestem. Podniosłem gwałtownie głowę i nabrałem dużo powietrza. Poczułem wiatr na sierści i postanowiłem otworzyć oczy. Zobaczyłem wszędzie wodę. Tylko gdzieś przed sobą w oddali jakiś ląd. Nie czułem łap z zimna. Bałem się że nigdy się z tond nie wydostanę. Udało mi się ruszyć łapami i zdrowym skrzydłem. Zacząłem płynąć pieskiem z pomocą zdrowego skrzydła. Po kilku godzinach nie miałem siły ale płynąłem. Widziałem już brzeg który był dość blisko. Miałem nadzieję że dam radę tam dopłynąć. Zauważyłem że to nie jest ląd mojej wcześniejszej watahy, lecz jakiejś zupełnie innej. Pomimo że nie znałem tamtego terenu płynąłem. poczułem pod łapami piasek, a właściwie to muł. Ledwo wyszedłem na brzeg z tej zimnej wody i już zacząłem się trząść z zimna. Z położenia słońca wywnioskowałem że jest popołudnie. Na moje nieszczęście był dość duży wiatr. Rozejrzałem się. Plaża była maleńka a przede mną była już nawet trawa. Wszedłem na trawę i od razu się położyłem. Było mi bardzo zimno a na dodatek byłem strasznie wyczerpany. Zasnąłem niemalże od razu zapominając nawet że mam złamane jedno skrzydło. Obudziłem się o zachodzie słońca. Nadal nie przestawałem się trząść z zimna, ale przynajmniej nie byłem aż tak zmęczony. Wstałem, poczułem ogromny bul w skrzydle ale zacząłem iść trawą. Przede mną był las. Szedłem dalej w głąb tego miejsca a moje złamane skrzydło wlokłem po ziemi. Niedaleko przed sobą zobaczyłem mały pagórek. Miał najwyżej metr i na nim już nie rosły drzewa. Kiedy podszedłem bliżej zobaczyłem że na nim stoi skrzydlaty czarno-szaro-biały wilk. Był mniej więcej tej samej wielkości co ja i stał do mnie tyłem. Patrzył w niebo. Zacząłem się wycofywać i niestety nadepnąłem na jakąś gałązkę która pod moją łapą złamała się. Wilk odwrócił się do mnie i spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem. Moje skrzydło było wykrzywione w nienaturalny sposób przez złamanie. Zauważyłem że ten wilk popatrzył się na nie. Poczułem się głupio i spuściłem wzrok ze wstydu. „Nie wyobrażam sobie jak to musi głupio wyglądać z jego perspektywy” pomyślałem.

Troyer?

Od Ceres

Minął tydzień od kiedy zostałam bez watahy i rodziny. W tym czasie sama polowałam na zwierzynę. Spotykałam samotne, wrogo nastawione wilki. Nic ciekawego. Po pewnym czasie zobaczyłam jakiegoś wilka, który wystraszony przed czymś uciekał. Sunął mi przed pyskiem, za chwilę krzycząc "Uciekaj!". Wtedy spojrzałam w drugą stronę i... zobaczyłam gryfa! Wielkiego, silnego gryfa z ogrymnymi skrzydłami. Co się dziwić, byliśmy na dosyć górzystym terenie. Jedyne co zrobiłam to pobiegłam za wilkiem doganiając go i dopasowując swoje tempo do niego. Od razu spytałam co się stało.
- Chciałem/łam zabrać jaja gryfa, ale... coś mi chyba nie wyszło - odpowiedział wilk.
Po chwili na naszej drodze ujrzeliśmy dwa zakręty - w lewo i w prawo. Zanim zdąrzyłam cokolwiek powiedzieć, wilk zrobił to za mnie.
- Biegniemy w prawo!
- W lewo, z prawej stronie jest rzeka. Dłużej zajmie nam przechodzenie jej, gryf ma skrzydła - odpowiedziałam, spoglądając to na lewo, to na prawo, to za siebie.
Jak szło się domyślić, pobiegliśmy w prawo a gryf za nami.

<Ktuś?>

wtorek, 9 sierpnia 2016

Katelyn odchodzi!

Howrse:kulka 2005
Deviantart:?
Imię: Katelyn 
Pseudonim: Uwielbia przezwisko Kate lub Katherine.
Płeć: Wadera 
Wiek: 6 lat
Partner: szuka (ale jest zakochana w Liu)
Hierarchia: Zwykły Członek
Plemię: Lodu - Zimowe Szeregi

Od Dante CD Omegi

Głośny dźwięk przeszedł przez moje uszy. Ludzie, którzy stali ze strzelbami nagle upuściły swą broń i padli na ziemię. Jednak chwilę później wstali i zobaczyli mnie. Przestraszyli się na mój widok. Już chcieli wziąć strzelby jednak ja wzrokiem je roztopiłem. Oni się przerazili i już mieli uciec. Jednak ja im przegrodziłem drogę do wyjścia. Po czym stanąłem na dwóch łapach. Szybko złapałem ludzka dłoń i zacząłem tańczyć. Z wrednym uśmieszkiem wskoczyłem na niego i złamałem mu kark. Znowu skoczyłem na drugiemu i złamałem mu kość. A trzeciemu czyli ostatniemu wyrwałem serce z klatki piersiowej. Każdemu następnie urwałem łeb by mieć pewność, że nie żyją. Wszędzie była krew lejąca się na ziemi. Omega wyszła ze swego ukrycia. I spojrzała na mnie przerażona. Patrząc na to wszystko przypomniała mi się mała część ze szczenięcych lat. Zrozumiałem jednak małą rzecz, której nigdy nie umiałem rozszyfrować. Moją wściekłość ogarnął znienawidzenie do świata. Zacisnąłem kły po czym szybko uciekłem z miejsca, w którym ich pozabijałem. Zatrzymałem się nad jeziorem. Westchnąłem cicho. Po czym pobiegłem dalej. Jednak co jaki czas słyszałem za sobą czyjś chód. Był on szybki. Słyszałem czyjś oddech. Wiedziałem tylko, że ten ktoś był zaniepokojony. Przyspieszyłem tępa. Biegłem przez łąkę. Moje łapy stąpały szybkim ruchem po kamienistej ziemi. Mój oddech zaczynał sie robić coraz szybszy. Biegłem przed sobą i nic już nie miałem w głowie, lecz małą jedną miałem. A nią było słowo ‘’uciekaj!’’…

<Omega?>
Wiem późno, lecz nie miałem weny i czasu

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Sunset

„ Kocham słońce a ono odwdzięcza mi się opieką”
dA: TheMysticWolf
Hw: dodo11112
Imię: Sunset (Sanset)
Pseudonim: Set
Płeć: Basior
Wiek: 2 lata
Partner: Brak
Hierarchia: zwykły członek
Plemię: Powietrza - Cichociemni

niedziela, 7 sierpnia 2016

Od Hikaru CD Jeffa

Spojrzałam na basiora zaskoczona. Po odejściu matki, zostałam Alfą Zimowych Szeregów, błądziłam przez chwilę wzrokiem po terenie, aż w końcu ponownie spojrzałam na Jeff'a.
Mieć sojusz z dwoma plemionami, które prowadzą pomiędzy sobą konflikt to duże ryzyko jednak powoli skinęłam głową.
- Jutro porozmawiam z Alfą od Dream Team. - Odrzekłam patrząc na niego. Otarłam się jeszcze raz o niego pyskiem i spojrzałam w dal.
-Dziękuję.- Odparł a ja pokiwałam przecząco głową.
-Nie masz za co dziękować.
Szliśmy przez chwilę w milczeniu, Jeff węszył w powietrzu..zatrzymał się.
-Co się dzieje? -Zapytałam niepewnie i stuliłam uszy. Jeff zaraz po tym zawrócił, spojrzałam zaskoczona w jego kierunku. Kiedy zaczął biec, zgrabnie omijając drzewa, ledwo co za nim nadążałam.- Jeff! -Krzyknęłam, jednak basior się nie zatrzymywał, nagle wpadł na czarną waderę osłaniając ją przed atakiem innego wroga. To była nasza córka...Yon. Zszokowana patrzyłam na tą scenę i otworzyłam pyszczek.
- Tata?- Wyszeptała cicho patrząc na Jeffa, a potem odwróciła wzrok i spojrzała na owego wilka, który chciał ją sobie po prostu wziąć. Warknęłam cicho widząc go, jednak chyba nie robiło to na nim wrażenia, powoli szedł w kierunku Jeffrey'a i przeraziłam się...co on zamierza zrobić?!  Nagle Yon wyszła spod ojca i wbiła kły w ciało owego basiora, ten zaczął się rzucać, drapać ją i gryźć przez co miała głębokie rany.
-Yonggan!-Zawyłam, moja córka bardzo mocno i dzielnie go trzymała warcząc przy tym cicho. Zaraz jednak została odtrącona i padła na ziemie tuż przed naszymi łapami.

<Jeffy? :3>

sobota, 6 sierpnia 2016

Scar

”Drwi z blizn, kto nie zaznał rany”
dA: TIFFASHY
Hw: Kara psiara
Imię: Scar (czyt. Skar)
Pseudonim: Brak
Płeć: Basior
Wiek: 2,5 roku
Partner: Brak
Hierarchia: zwykły członek
Plemię: Powietrza - Cichociemni 

433 Dni Watahy?

Przeciętne watahy dobijają zwykle tylko do dwóch lat istnienia, nasza nawet tyle jeszcze nie ma, a już zaczyna upadać drugi raz? Owszem, ale my się nie poddamy. Jesteśmy tu jeszcze, pełni nadziei i zapału do bloga. Rozumiem że we wakacje większości się nie chce pisać opowiadań, ale to jedno na dwa tygodnie lub chociaż miesiąc to chyba nie aż tak wiele by to uratować? Mam nadzieję że ci co się nie odzywają nadrobią zaległości, lub odejdą z watahy, jeżeli tego właśnie chcą. Ja nikogo nie trzymam, bycie tutaj to tylko i wyłącznie wasza decyzja, dlatego czekam na odpowiedzi.

Oprócz tego może macie jakieś ciekawe pomysły dotyczące bloga? Wiecie, jeżeli ktoś by chciał, nie tylko ja i moderacja musimy tworzyć ewenty itd., a wynagrodzenie za to na pewno będzie :)

Mam nadzieję że trochę się przyłożycie, tak samo jak ja sama, bo muszę przyznać że sama nie pisałam ostatnio opowiadań.
To wszystko.

~ Troyer / Jeffrey

Odchodzą!


Howrse: Lrysa11
Deviantart: ?





Imię:
Sasori
Pseudonim: Sas,Saska,Sasha,Sasi,SkorpionPłeć: Wadera 
Wiek
: 8,5 lat
Partner
: Brak
Hierarchia
: Alfa
Plemię
: Zimowe Szeregi

Powód: Decyzja właściciela





dA: ?
Hw: Lrysa11
Imię: Toru
Pseudonim:
Ym...raczej nie ma.Chociaż często mówią na niego Rurouni Toru ( Wędrownik Toru) <ciekawostką jest,że samo imię Toru oznacza wędrowca>, Toruś, Torunio 
Płeć: Basior♂
Wiek: 10,5 lat
Partner: Wątpi czy znajdzie...
Hierarchia: Zwykły Członek
Plemię: Magii - Adolfus

Powód: Decyzja właściciela



Zawieszony

Howrse: Lrysa11
Deviantart: RussianKunoichi


Imię:
Itachi
Pseudonim
:Ita,Itaś,Łasic
Płeć: basior♂
Wiek: 10 lat
Partner
: Zakochany w Mizako
Hierarchia
: Zwykły członek
Plemię: Ognia- Ogniste Dusze



piątek, 5 sierpnia 2016

Od Yǒnggǎn CD Kurosakiego

-Um...dziękuję.-Odpowiedziałam i nagle poczułam wypieki na pyszczku. Basior uśmiechał się do mnie cały czas, a ja do niego.
-Nie ma sprawy. Um..Yon...czy Twój brat jest w wojsku?- Zapytał niepewnie. Skinęłam głową.
-Czemu pytasz?
-No bo miał taką...jakby chustę nie wiem jakby to ująć.- Pokiwałam głową na znak, że go rozumiem.- Idziemy się gdzieś przejść jeszcze?
-Możemy.- Uśmiechnęłam się szeroko. I ponownie zaczęliśmy iść. Mój kryształ odbijał światło, dlatego na skałach było widać kolorowe światełka. Spojrzałam gdzieś przed siebie z uśmiechem na pyszczku.
-Nosisz go nadal? -Zapytał basior miłym głosem patrząc mi głęboko w oczy. Prawie się przewróciłam.
- Tak...cały czas przypomina mi o Tobie...- Powiedziałam zarumieniona.
-Naprawdę? -Zapytał z iskrami w oczach basior. Skinęłam powoli głową.
- Tak, kochanie...- Nagle zamilkłam. Czy przed chwilą powiedziałam ,,kochanie"? Cofnęłam się o krok  patrząc niepewnie na basiora, chyba będzie zły...naprawdę zły...tym bardziej, że ja coś do niego czułam.

<Kurosaki?:3>

Ceres

Autor wyglądu: Yasux
Właściciel: CeresPhi
Motto: Nic tak nie jednoczy wilków, jak wspólny wróg.
Imię: Ceres
Pseudonim: Phi
Płeć: wadera
Wiek: 8 lat
Partner: Wolna
Hierarchia: Zwykły Członek
Ranga: Zwykły Członek
~
Zastęp: Nieustraszeni
Stanowisko: Najemnik
Umiejętności:
Inteligencja - 30
Wysportowanie - 30
Magia - 30
Żywioł: Duch, Wyobraźnia, Ciemność
Rasa: Wilk Duchów 30%, Wilk Wyobraźni 35%, Wilk Ciemności 35%
Moce:
Wytwarzanie z niczego różnych rzeczy, które są stworzone z kryształów bądź cienia, np. broni, kamieni, zwierząt (np. jako obrona)
Przywoływanie duchów i rządza nad nimi, zamiana w niego
Przywoływanie cieni
Potrafi odebrać komuś życie
Może stworzyć niesamowite męczarnie, dla kogoś, w jednej chwili
Reszta związana z żywiołem i rasą
*Głos: -
Charakter: Ceres to typ tajemniczego samotnika. Znika z oczu równie co gwiazda o świcie. Lubi rozmawiać na poważne tematy i nie lubi żartów o... jakby to, "kale", "du*ach" itp. Jest dorosłą wilczycą z zachowania, co nie znaczy jednak, że nie ma w niej za grosz humoru. Idzie się z nią pośmiać. Kiedy poznaje kogoś nowego, swoje zachowanie i styl wypowiedzi podpasowuje do stylu nowo poznanego znajomego. Jest nieufna, czasem chamska i wredna, inteligentna i sprytna. Nie szczyci się tym, jednakże jest ateistą, ambiwertykiem oraz perfekcjonistą. Lubi patrzeć, kiedy jej wrodzy cierpią.
Aparycja: Czarna sierść, krótki pysk, niewidoczne uszy. Ma kościsty ogon w białe pasy z czarnymi wystającymi kośćmi, które zaczynają się na końcówce grzbietu. Pod nosem ma biała plamkę, pod grzbietem ma 4 białe pasy (po obu stronach). Nosi obrożę z jej znakiem rozpoznawczym. Na łapach ma białę plamki. Jej pazury oraz kły są okropnie ostre. Dookoła oczu także ma miała plamę - z jednej strony mniejszą, z drugiej większą/dłuższą. Jej oczy są szaro-białe. Samo ciało umięśnione i silne. Jest niska, z czego jest w zasadzie zadowolona. W jej nosie jest kolczyk. Jej język jest koloru szarego, tak jak reszta pyska w środku.
Spokrewnione: Leżą gdzieś zakopani w ziemi. Nawet nie pamięta jak mieli na imię. "Dobrze im tak. Za to co mi robili, to co spotkało ich... to nic..." ~ Ceres
Towarzysz: Brak
Historia: "Urodziłam w Watasze Czarnego Kła (nazwa wymyślona, nie ma żadnego powiązania z żadną istniejącą watahą). Moi rodzice byli wiecznymi zrzędami, marudami i... zabójcami. Jedyną osobą, z którą się dogadywałam był mój kochany starszy brat - Phi. Pewnie żyłby do teraz, gdyby nie oni... Pewnego dnia odbiło im do reszty. Nie patrząc na te setki razy, kiedy się nade mną znecali - bili, krzyczeli, oskarżali o wszystko, wyzywali, obrażali. Z moim bratem było to samo, jednak jego też okaleczali. Nie byliśmy jak normalna rodzina... Najlepsze jest to, że nikt w watasze nie sprzeciwiał się takiemu zachowaniu. Para alfa, przyjaciele, inni dorośli... każdy udawał, że nic nie wie. Wracając do tego kiedy im odbiło... postanowili pobawić się w zabijanie własnego syna. Nasz ojciec wziął Phi'ego i cisnął nim o ścianę krzycząc przy tym, że jest najgorszym synem jakiego mógł mieć. Przy czym brat nigdy nie sprzeciwiał się ojcu, był posłuszny tak samo jak ja. To nasz ojciec był najgorszym wilkiem jaki kiedykolwiek w ogóle się urodził. Z matką było nie lepiej, to ona patrząc na to śmiała się i pochwalała ukochanego... Byli psychiczni. Ja przyglądałam się wszystkiemu z niedaleka. Kiedy skończyli naśmiewać się z Phi'ego, tata podszedł do niego i szepnął mu coś do ucha, po czym je oderwał. Phi chciał krzyknąć ale ojciec wbił kły w jego gardło... Phi nie wydał już NIGDY żadnego odgłosu... najmniejszego dźwieku... Była cisza... Cisza w moim sercu. Cisza i ciemność. Już nigdy nikomu nie zaufałam.
Żeby jeszcze kiedykolwiek spotkać Phi'ego wyuczyłam się tego co było mi pisane. Nauczyłam się przywoływać zmarłych. Muszę przyznać, że jest to przydatne. Teraz widzę brata kiedy chcę. Jeśli sama zamienie się w ducha, mogę się do niego przytulić... Podać sobie łapy...Gdyby nie oni, nie byłoby to konieczne.
Wracając do historii o mojej przeszłości - Rodzice. Nie nazwałam ich od tamtego czasu już nigdy moimi rodzicami. Były to dla mnie obce i obrzydliwe potwory, które niedługo miały umrzeć. Wymyśliłam plan. Wmówiłam im, iż w pewnym miejscu czeka ich prawdziwa uczta. "Upolowałam dla nich zwierzynę, żeby podziękować im za to, że są w moim życiu" - myślałam najpierw, że po tych słowach zwymiotuję. Jednak oni byli na tyle tępi, żeby w to uwierzyć. Zaprowadziłam ich na miejsce pewnej śmierci, gdzie była wysoka góra. Z tej wysokiej góry, osuwał się powoli masywny kamień, który miał przynieść mi wolność.
Kazałam im stanąć w miejscu, gdzie skała miała spaść i ich zmiażdżyć. Weszłam na górę, gdyż "to na niej czekało jedzenie i chciałam po nie iść i im je przynieść". Co ja jednak zrobiłam? Można śmiało domyślić się, iż po chwili nie było już czego zbierać po moich kochanych "rodzicach".
Przesunełam skałę, której oni nie zauważyli. Runęła na nich w mgnieniu oka i było po wszystkim. Wytargałam resztki spod skały i zakopałam pod górą. Górą, którą nazwałam Górą Wolności. Po zakopaniu ich, na ostrym zboczu wysokiej skały (góry), wydziergałam pazurem mój znak. Znak, którego nikt nigdy nie zapomni, jeśli już raz go ujrzy. Kiedyś będzie on znany i będzie wywoływał panikę. Każdy będzie wiedział, że tam gdzie jest znak - jestem ja. Gdzie jestem ja - jest śmierć.
Odeszłam od watahy, natrafiając przy okazji na tą. Teraz zajmuję się misjami na zlecenie, biorąc za to należytą nagrodę i niech tak zostanie.
Inne Zdjęcia:
Brat Ceres -











czwartek, 4 sierpnia 2016

Od Kurosakiego CD Yǒnggǎn

 Wadera cicho się zaśmiała, a ja uśmiechnąłem się szeroko.
- Jesteś w pułapce Yonkaczu-zażartowałem.
- Wcale nie-uśmiechnęła się lekko.
Wadera szybko wyślizgnęła się spode mnie i pobiegła szybko między dmuchanymi latawcami. Ruszyłem za nią, fakt pyłki trochę mnie drażniły, ale dało się to przeżyć. Kiedy w końcu dogoniłem Yon, złapałem ją mocno i przetoczyliśmy się razem po ziemi, śmiejąc się cały czas. Leżałem na plecach, a wadera na moim brzuchu. Po chwili położyła głowę na mojej klatce piersiowej i zamknęła oczy. Moje serce przyspieszyło.
- Czemu twoje serce tak łomocze?-zapytała po chwili.
- Nie... Nie wiem...-mruknąłem, a na moich policzkach pojawiły się rumieńce.
Wadera zachichotała i spojrzała mi prosto w oczy.
- Kurosaki?
- Poczekaj-przerwałem jej.- Możesz mówić Kuro-uśmiechnąłem się do niej.
Odwzajemniła gest.
- Wiesz co?-zagadnąłem.
- Hmm?
- Jesteś bardzo ładna, nie... piękna-stwierdziłem z rumieńcem.

<Yon? :3>

Od Yǒnggǎn CD Kurosakiego

Spojrzałam na niego zawstydzona, a mój brat dodatkowo wybuchł  śmiechem, co mnie jeszcze bardziej zażenowało. Widząc, że w łapie trzymam kurczowo diamencik Kurosaki przechylił lekko łeb, a Damon dalej się lekko śmiał.
- Cicho bądź Danonku! - Skarciłam go  i lekko uderzyłam w głowę.- To nie jest śmieszne!
- Jak spotkasz na drodze podkowy to zaczniesz je zbierać? - Uśmiechnął się wrednie.
- Co proszę? -Zamrugałam zaskoczona. Kiedy już zrozumiałam o co mu chodziło zrobiłam minę pokerface i przewróciłam się w kierunku Kurosakiego patrząc zawstydzona w oczy basiora...były takie...piękne... patrzyły na mnie z taką troską w oczach, w końcu kiedy ból nieco ustąpiłpodniosłam się i spojrzałam na basiora.
- Możemy iść Kurosaki. - Stwierdziłam i spojrzałam na Damona.- Dziękuję, że przyszedłeś i powodzenia w wojsku.
- Drobiazg i dzięki.- Odparł po chwili odchodząc w swoją stronę.
Wtuliłam się delikatnie w Kurosakiego.
-Dziękuję, że mnie uratowaliście. - Wyszeptałam dalej wtulając się w jego mięciutkie futerko.
- Nie ma za co, Yon. - Uśmiechnął się. - Yonkaczu...
- Chyba Pikachu. - Zaśmiałam się.
- U mnie będzie Yonkaczu!- Roześmiał się.
- A moja mama ma przezwisko Hikaczu... Przypadek? Nie sądzę.- Wybuchłam śmiechem patrząc na niego zaczęliśmy biec przed siebie  i natrafiliśmy na polankę dmuchanych latawców. Pyłki od razu się uniosły wokół nas i nagle Kurosaki  rzucił się na mnie przygniatając do ziemi i zaczęliśmy się śmiać. Tiknęłam go w nosek i znów się cichutko zaśmiałam.

<Kurosaki?>

Bloody Ignis odchodzi!

dA: dNiseb
Hw: dzikekonie1357

Imię: Bloody Ignis. Nieznajomi mogą mówić tylko do niej Bloody Ignis ale znajomy lub przyjaciele ( Którym jest na razie Aron ) mogą do niej mówić Bloody i  Ignis. A jedyna osoba która może do niej się odzywać " Nis " to jest TYLKO Aron. Bliższe osoby mogą próbować do niej mówić Bloo. 
Płeć: wadera♀
Wiek: 6
Partner: Okazało się, że każdy może mieć drugą połówkę. Izaya <3
Hierarchia: Alfa
Plemię: Mroku - Nieustraszeni 

Powód: Decyzja właściciela

Żegnamy dzisiaj ważnego członka watahy, bo samą Alfę Plemenia Nieustraszonych. Jest to duży upadek dla watahy...
Pożegnajmy ją muzyką wilczego zewu. 

środa, 3 sierpnia 2016

Od Kurosakiego CD Yǒnggǎn

Siedzieliśmy gdzieś w lesie. Wadera dalej leżała nieprzytomna, a ja stawałem się coraz bardziej zdenerwowany. Zerknąłem na Damona. Siedział i również przypatrywał się uważnie Yon. Matko... zaraz oszaleje, jeśli ona się szybko nie obudzi.
- Powiedz...-zaczął Damon.
- Tak?
- Co cię łączy z Yon?-spojrzał na mnie swoimi czerwonymi oczami.
Moje serce przyspieszyło. Jesteśmy przyjaciółmi, ale... ja chyba czuje do niej coś więcej...
- Jesteśmy przyjaciółmi...-odparłem niepewnie.
- Aha...-mruknął.
Dalej czułem na sobie jego wzrok i trochę mnie to krępowało. Nagle wadera cicho mruknęła:
- Kurosaki...
Zaczęła ruszać w powietrzu łapą, a ja ją chwyciłem i szepnąłem cicho:
- Jestem tu...
Yon powoli otworzyła oczy.
- Co się stało?-zapytała i lekko się podniosła, rozglądając się dookoła.
- Straciłaś przytomność przez pył pewnego kwiata -powiedział basior, podchodząc bliżej wadery.
- Damon?! Co ty tu robisz?-Yon była najwyraźniej zaskoczona widokiem brata.
- Nieważne, lepiej powiedz czy się dobrze czujesz...
- Taa... Tylko mnie trochę głowa boli-odparła, po czym spojrzała na mnie.
Dalej trzymałem ją za łapę. Odchrząknąłem, po czym puściłem ją. Yon zarumieniła się. Jej brat przyglądał się nam z lekkim rozbawieniem.

<Yon? :3>

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Od Atomic cd. Krimona

I znowu zawędrowałam gdzieś, gdzie nogi mnie poniosły, chociaż po godzinie dobrze wiedziałam, że znikam z terenów Watahy Czarnej Perły. Ale pomimo tego szłam dalej. Czyżby dalej brakowało mi przygód? Po całym roku wspinania się w góry, wędrowaniu przez pustynie, mieszkaniu u tubylców, czy nawet przepływaniu mórz i oceanów? Chyba dalej nie znam swych możliwości. Nawet w kilka minut temu byłam wręcz pewna, że zaraz zawrócę i ponownie znajdę się w domu. Ale jednak nie przestawałam kroczyć przed siebie, jakby coś mnie wołało. Ciągnęło mnie w nieznane. Dopiero gdy niebo zaczynało się ściemniać, a słońce zniknęło gdzieś za horyzontem, stanęłam. Dopiero teraz, po dwóch godzinach wędrówki po za terenem. Ale co zrobić teraz?
Moim oczom ukazała się jakaś jaskinia. Wydobywała się z niej stłumiona muzyka, jak i kolorowe światełka, które świeciły jakby przez mgłę. Myśląc, że to jakaś impreza czy coś takiego, weszłam do środka. Tam powitała mnie już wyraźna melodia, oślepiające światło, jak i wiele wiele obcych wilków. Z tego co widziałam, większość była pijana, albo tańczyła na parkiecie, wymachując łbami i ogonami jak szaleni. Truchcikiem weszłam głębiej, rozglądając się na boki. Niektórzy spojrzeli na mnie jak na szczeniaka, z pogardą. Ale jakoś nie bardzo na to zwróciłam uwagi.
Obserwowania przerwał jakiś biały basior, wpadając na mnie. Usłyszałam tylko jakieś mruknięcie, a po chwili wylądował na mnie kolejny wilk, tym razem nie wiedziałam jego wyglądu.
- Ej! – nie mogłam ich zrzucić. Dopiero po paru sekundach drugi napastnik zszedł, dzięki czemu ja mogłam się wygramolić z pod ciała pierwszego.
- Tak si iii wryaszzzz… że potąciłessśśś… - od razu można było się domyśleć, że był pijany.
Biały basior próbował wstać z ziemi, ale jego ogon jak i tylne łapy zostały przygniecione do ziemi. Nie mógł w żaden sposób się podnieść, nie licząc łba, który świdrował mu na boki. Stałam dosłownie obok i nikt z nich już nie zwracał uwagi na moją postać. A tym bardziej to większe zwierzę, które nachyliło się nad pyskiem ofiary. Od razu było widać, że coś się święci. Coś, czego biały nie chcę, a czarny go do tego zmusza. I co miałam zrobić? Patrzeć na to, jak… no właśnie, czego on chciał?
- Zejdź ze mnie! – rozkazał mu, jednak on się nie posłuchał.
Pomóc, czy nie?
Ciało pijaka się podniosło do góry. Skupiłam swą uwagę na nim i użyłam telekinezy, podnosząc go do góry. To oswobodziło ofiarę, która w jednej sekundzie wstała nie czując już na sobie jego ciężaru, a następnie spojrzał na niego. Wisiał bezwładnie w powietrzu, jakby miał zaraz odlecieć. Ale tak nie było. Machał łapami na różne strony, coś krzyczał niewyraźnego.
I po chwili wylądował z wielkim hukiem na ziemi.
Nikt na nas nie zwrócił uwagi, nie licząc dwóch goryli, którzy byli albo ochroniarzami w tym barze, albo jego dobrymi znajomymi. Zaczęli biec w moją, ale tego białego, albo tego czarnego wilka. Bez żadnych słów, bez żadnych czynów, jakby ze zrozumieniem telepatycznym, wraz z owym basiorem zaczęłam biec w stronę wyjścia. Gonili nas, jakby psy gonią koty. Najważniejsze nie jest to, ile przebiegniesz, jak długo, czy się nie potniesz. Ważne jest to, by zdobyć swój cel. A w tej chwili to my nim byliśmy, dla dwóch innych wilków. Jeden był granatowy z lekkim odcieniem białego na pysku i brzuchu. Drugi zaś był całkowicie brązowy, bez żadnej plamy czy kreski w innym kolorze, odcieniu. Jednak my byliśmy szybsi. Wybiegliśmy z jaskini, lekko dysząc. Wbiegliśmy w las. Ja skoczyłam na najbliższe drzewo, a obcy towarzysz skrył się między drzewami. Nasi łowcy wbiegli dalej do lasu, nie zwracając na nas uwagi. Po odczekaniu paru sekund, byłam pewna, że oni tu nie wrócą. Na razie. Będą biec przed siebie, aż nas złapią.
Nieznajomy wyszedł ze swego ukrycia i rozejrzał się na boki. Ja uważnie mu się przyglądałam z góry. Był to większy ode mnie, biały basior, o lekko niebieskawych oczach, oraz naszyjnikiem wiszącym na jego szyi. Futro powiewało wraz z wiatrem, w stronę zachodu. Uśmiechnęłam się wesoło, gdyż znalazłam nowego (być może) znajomego.
- Jestem Atomic – zawisłam na drzewie niczym opos. Spojrzałam mu w oczy, dzieliło nas parę centymetrów, a na moim pysku dalej widniał uśmiech.

<Krimon?>